Data:13 października 2026 10:27

Robot sprzątający nie zatrzyma się już przed progiem. Nowa generacja odkurzaczy ma wspinać się, używać pary i sama doczyszczać plamy

Przez lata rozwój robotów sprzątających można było sprowadzić przede wszystkim do zwiększania siły ssania, poprawiania mapowania mieszkania i coraz bardziej rozbudowanych stacji dokujących. W 2026 roku kierunek zaczyna się jednak zmieniać. Najnowsze urządzenia mają rozwiązywać problemy, które wcześniej potrafiły całkowicie przerwać automatyczne sprzątanie: wysokie progi, zaschnięte plamy, rozlane płyny czy zabrudzenia wymagające kilkukrotnego przejazdu. Roborock rozwija podnoszone podwozie i dodatkowe mechanizmy wspinania, Dreame pokazało robota wykorzystującego bezpośrednio na podłodze parę o bardzo wysokiej temperaturze, ECOVACS spryskuje zaschnięte zabrudzenia przed mopowaniem, a nowe modele potrafią za pomocą kamer rozpoznać, czy przed nimi znajduje się rozsypana kawa, żwirek czy mokra plama. Robot przestaje więc jedynie wykonywać wcześniej wyznaczoną trasę. Coraz częściej ma najpierw ocenić sytuację, a dopiero później zdecydować, w jaki sposób ją posprzątać.

Zmiana dobrze pokazuje, jak bardzo dojrzała cała kategoria. Problemem współczesnego flagowego robota nie jest już zwykle znalezienie drogi z salonu do kuchni. Znacznie trudniejsze jest przejście przez kilkucentymetrową prowadnicę drzwi tarasowych, wyczyszczenie zaschniętego sosu albo umycie podłogi tak, aby brud nie był rozprowadzany przez coraz bardziej zabrudzony mop. Producenci odpowiadają ruchomymi elementami podwozia, stale płukanymi rolkami, gorącą wodą, mgiełką, parą i kamerami RGB połączonymi z algorytmami rozpoznawania obiektów. Nie każda z tych funkcji jest już równie dojrzała i część imponujących demonstracji nadal należy traktować ostrożnie. Wyraźnie widać jednak, że kolejny etap wyścigu nie będzie polegał wyłącznie na dopisywaniu następnych tysięcy paskali do specyfikacji.

Jak robot sprzątający może pokonywać wysokie progi, których wcześniej nie był w stanie przejechać?

Przez wiele lat około dwóch centymetrów było praktyczną granicą dla większości robotów. Niewysoka listwa pomiędzy panelami i płytkami nie stanowiła problemu, ale starsze mieszkanie z wysokimi drewnianymi progami albo prowadnica drzwi przesuwnych mogły skutecznie podzielić dom na kilka osobnych stref. Nowa generacja urządzeń nie próbuje już jedynie wjechać na przeszkodę większym kołem. Roborock w systemie AdaptiLift Chassis 3.0 wykorzystuje podnoszone podwozie, koła oraz dodatkowe ramię wspinające. Saros 20 potrafi według producenta pokonać pojedynczy próg do 4,5 cm, natomiast w odpowiednio ukształtowanym układzie dwóch stopni łączna wysokość może sięgać 8,8 cm. Robot analizuje przeszkodę i wykonuje skoordynowany manewr podnoszenia zamiast po prostu rozpędzać się i uderzać zderzakiem w krawędź.

Trzeba jednak bardzo uważnie czytać takie parametry. Informacja o „pokonywaniu 8,8 cm” nie oznacza, że okrągły robot wskoczy na pionowy próg o wysokości niemal dziewięciu centymetrów. W przypadku Roborocka wartość dotyczy dwóch kolejnych poziomów - maksymalnie 4,5 cm oraz 4,3 cm - o określonej geometrii i szerokości. Podobnie wyglądają deklaracje innych producentów. Dreame dla części konstrukcji podaje znacznie większe wartości dla układów dwustopniowych niż dla jednej pionowej krawędzi. Mimo tego postęp jest znaczący. Niezależne testy modeli z podnoszonym podwoziem pokazują, że flagowe urządzenia rzeczywiście przekraczają progi, które jeszcze niedawno wymagały montowania plastikowej rampy albo ręcznego przeniesienia odkurzacza. Dla użytkownika mieszkającego w starszym domu taka funkcja może być bardziej użyteczna niż kolejny wzrost nominalnej mocy ssania.

Czy nowe roboty sprzątające naprawdę potrafią już używać pary do mycia podłogi?

Jedną z najbardziej widowiskowych premier IFA 2026 było Dreame Aqua20 Pro Ultra Roller X Complete. Producent reklamuje urządzenie jako robota wykorzystującego parę bezpośrednio podczas sprzątania podłogi, a nie jedynie gorącą wodę do mycia mopa w stacji dokującej. Według informacji prezentowanych podczas targów system może wytwarzać parę o temperaturze sięgającej 180°C, która jest kierowana przed element myjący w celu zmiękczenia zaschniętych zabrudzeń. Dopiero później po tym samym miejscu przejeżdża rolka mopująca. Pomysł przypomina działanie ręcznych mopów parowych: zamiast próbować usunąć wyschnięty tłuszcz czy sos samym tarciem, urządzenie najpierw ma osłabić przyczepność zabrudzenia do podłogi.

Para niesie jednak ze sobą kompromisy, których nie widać w krótkiej prezentacji targowej. Wytwarzanie jej wewnątrz małego robota wymaga bardzo dużo energii. W pierwszych pokazach Aqua20 Pro czas pracy podczas wykorzystania funkcji parowej wynosił około 30-40 minut, podczas gdy bez niej urządzenie mogło pracować znacznie dłużej. Producent musiał również rozwiązać problem kamienia powstającego podczas podgrzewania wody oraz izolacji termicznej pozostałych podzespołów. Dlatego nie należy jeszcze zakładać, że każdy kolejny robot zastąpi klasyczny mop parowy na całej powierzchni dużego domu. Bardziej prawdopodobne jest wykorzystywanie pary punktowo, właśnie w miejscach z trudnymi zabrudzeniami. Konkurenci wybierają zresztą łagodniejsze rozwiązania. iRobot w Roomba Max 875 stosuje podgrzewaną ultradźwiękową mgiełkę ThermaMist, która ma zmiękczać plamy przed przejazdem rolki mopującej.

Jak robot rozpoznaje plamę i skąd wie, że powinien umyć ją jeszcze raz?

Kolejnym krokiem jest odejście od założenia, że każdy fragment podłogi należy sprzątać dokładnie w ten sam sposób. Roborock w Qrevo Edge 2 Flow wykorzystuje kamerę RGB i system Stain-Target AI Cleaning. Robot ma rozpoznawać różne typy zabrudzeń i dopasowywać do nich sposób działania. Jeśli wykryje suche zanieczyszczenia, takie jak rozsypany żwirek czy kawa, może zwiększyć siłę odkurzania. W przypadku rozlanego płynu przełącza się natomiast w tryb wykorzystujący mop bez niepotrzebnego przejeżdżania po cieczy główną szczotką. To istotna zmiana, ponieważ klasyczny robot potrafił zrobić dokładnie odwrotnie: przejechać przez rozlaną ciecz obracającą się szczotką, zabrudzić jej włosie i dopiero później próbować zebrać pozostałości mopem.

ECOVACS w DEEBOT X12 idzie w nieco innym kierunku. System FocusJet Stain Pre-dissolving ma automatycznie wykrywać zaschnięte plamy, spryskiwać je wodą pod ciśnieniem, pozostawiać płyn na zabrudzeniu, a następnie wykonywać dokładniejsze mopowanie w konkretnym miejscu. Użytkownik może również sam wskazać w aplikacji obszar wymagający intensywnego czyszczenia, na przykład ślady łap w przedpokoju. To właśnie etap wstępnego namaczania może mieć największe znaczenie. Zaschnięta kawa czy sos często nie schodzą przy jednym szybkim przejeździe nawet wtedy, gdy rolka obraca się bardzo szybko. Nowa generacja robotów próbuje więc odwzorować zachowanie człowieka: zauważyć problem, nanieść środek lub wodę, odczekać albo wykonać wolniejszy przejazd, a następnie ponownie sprawdzić dany fragment podłogi.

Dlaczego rolka mopująca zaczyna zastępować dwie obracające się nakładki?

Przez ostatnie lata charakterystycznym elementem wielu robotów były dwa okrągłe pady obracające się pod spodem obudowy. Rozwiązanie zapewnia znacznie większe tarcie niż zwykła ściereczka ciągnięta po podłodze, ale ma podstawową wadę: ten sam fragment materiału przez dłuższy czas dotyka brudnej powierzchni. Dopiero po powrocie do stacji pady mogą zostać dokładnie wypłukane. Coraz więcej nowych modeli przechodzi dlatego na długą, obracającą się rolkę. W systemie takim jak Roborock SpiraFlow czysta woda jest podawana na mop podczas pracy, natomiast brudna jest na bieżąco zbierana do osobnego zbiornika. Dzięki temu powierzchnia mająca kontakt z podłogą może być stale odświeżana, zamiast rozprowadzać zabrudzenie po kolejnych pokojach.

Podobną filozofię stosują ECOVACS oraz iRobot. Nowa Roomba Max 875 wykorzystuje PowerSpin Max Roller Mop obracający się z prędkością 300 obr./min i dociskany do podłogi z siłą 18 N, natomiast podgrzewana woda i system ThermaMist mają pomagać przy zaschniętych zabrudzeniach. ECOVACS stosuje własny system ciągłego płukania rolki wodą pod ciśnieniem. W praktyce rolka daje producentom dodatkową możliwość sterowania procesem: można zmienić jej prędkość, nacisk, ilość podawanej wody czy liczbę przejazdów. Nie oznacza to automatycznie, że każdy robot rolkowy będzie czyścił lepiej od konstrukcji z padami. Rezultat nadal zależy od jakości algorytmów i całego układu. Wyraźnie widać jednak, że mopowanie staje się dziś równie ważnym polem konkurencji jak samo odkurzanie.

Czy robot sprzątający będzie wkrótce potrafił samodzielnie wchodzić po schodach?

Tutaj warto oddzielić działające produkty od efektownych demonstracji. Pokonanie kilkucentymetrowego progu jest już realną funkcją dostępnych modeli. Wchodzenie po pełnowymiarowych schodach nadal pozostaje znacznie trudniejszym problemem. Roborock rozwija koncepcyjnego Saros Rover, który wykorzystuje wysuwane elementy przypominające nogi zakończone kołami. Podczas pokazów na IFA 2026 urządzenie potrafiło wejść na kolejne stopnie i jednocześnie czyścić ich powierzchnię. Demonstracja była bardzo efektowna, ale wykonanie stosunkowo krótkich schodów zajmowało kilka minut, a producent nadal nie podał ceny ani daty rozpoczęcia regularnej sprzedaży. To rozwiązanie należy więc traktować jako zapowiedź możliwego kierunku rozwoju, a nie funkcję, którą dziś można kupić w sklepie.

Dreame pokazało inne podejście w postaci Cyber X. Zamiast zmuszać zwykły robot sprzątający do samodzielnego wspinania się po wszystkich stopniach, system wykorzystuje specjalny transporter, który może przewozić kompatybilne urządzenie pomiędzy piętrami. Jest to rozwiązanie prostsze z punktu widzenia konstrukcji samego odkurzacza, ale również bardziej rozbudowane i kosztowne dla użytkownika. Przez najbliższy czas bardziej praktycznym kierunkiem prawdopodobnie pozostanie więc stopniowe zwiększanie wysokości pokonywanych progów oraz automatyczne przechodzenie przez prowadnice drzwi i nierówności pomiędzy pomieszczeniami. Prawdziwe schody stawiają przed robotem dużo większe wymagania związane ze stabilnością, wykrywaniem krawędzi i bezpieczeństwem. Granica pomiędzy „robotem z podnoszonym podwoziem” a maszyną rzeczywiście poruszającą się w trzech wymiarach nadal jest bardzo duża.

Czy nowoczesny robot naprawdę musi mieć kamerę i sztuczną inteligencję?

Kamera przestaje służyć wyłącznie do omijania kapci, kabli czy misek zwierząt. Jeśli robot ma rozpoznawać rodzaj plamy, nie wystarcza mu prosta informacja, że przed zderzakiem znajduje się przeszkoda. Musi rozróżnić mokry płyn od suchego proszku, dywan od twardej podłogi i zwykły wzór na płytkach od realnego zabrudzenia. Qrevo Edge 2 Flow wykorzystuje właśnie kamerę RGB do klasyfikacji plam, natomiast Saros 20 korzysta z bardziej rozbudowanego systemu wizyjnego do analizy przeszkód oraz wyboru sposobu pokonywania progów. W nowych urządzeniach obraz zaczyna więc wpływać nie tylko na trasę przejazdu, ale również na parametry sprzątania: ilość wody, pracę szczotki, moc ssania czy liczbę przejazdów po konkretnym miejscu.

Pojawia się oczywiście pytanie o prywatność. Robot poruszający się po całym mieszkaniu może zobaczyć znacznie więcej niż klasyczny czujnik LiDAR. Dlatego producenci podkreślają lokalne przetwarzanie obrazu i zabezpieczenia danych. Roborock deklaruje na przykład, że materiał wizualny wykorzystywany przez system rozpoznawania przeszkód w Qrevo Edge 2 Flow jest przetwarzany na urządzeniu. Dla kupującego coraz ważniejsze będzie więc nie tylko pytanie, ile obiektów robot potrafi rozpoznać, ale także co dzieje się z obrazem z kamery i jakie ustawienia prywatności można wyłączyć. Rozwój AI sprawia, że robot staje się skuteczniejszy, ale jednocześnie bardziej przypomina autonomiczne urządzenie komputerowe poruszające się po prywatnej przestrzeni niż prosty odkurzacz z czujnikiem zderzeniowym.

Czy więcej funkcji oznacza, że robot sprzątający całkowicie zastąpi ręczne mycie podłogi?

Nowe urządzenia są znacznie bliżej tego celu niż roboty sprzed kilku lat. Automatyczne opróżnianie pojemnika na kurz, uzupełnianie czystej wody, odprowadzanie brudnej, pranie rolki, jej suszenie oraz punktowe ponowne czyszczenie oznaczają, że właściciel coraz rzadziej musi dotykać urządzenia. W przypadku odpowiednio przygotowanego mieszkania robot może przez wiele dni wykonywać praktycznie cały codzienny cykl utrzymywania podłogi. Wysokie progi przestają dzielić powierzchnię na osobne strefy, a systemy rozpoznawania plam rozwiązują sytuacje, w których wcześniejsza generacja po prostu przejechałaby dalej. Dochodzą do tego stacje podłączane bezpośrednio do instalacji wodnej, dzięki czemu nawet napełnianie zbiorników może przestać być regularnym obowiązkiem.

Nadal istnieją jednak zabrudzenia i miejsca, z którymi człowiek poradzi sobie znacznie szybciej. Robot ma ograniczony nacisk, nie wejdzie pod każdy mebel i nie umyje pionowej powierzchni przy listwie. Para również nie może być automatycznie stosowana na każdym rodzaju podłogi, ponieważ część drewna i materiałów laminowanych źle znosi wysoką temperaturę oraz wilgoć. Producenci podają ponadto imponujące wyniki usuwania plam w warunkach własnych testów laboratoryjnych, które nie zawsze odpowiadają rzeczywistemu mieszkaniu. Największa zmiana polega więc nie na tym, że mop i odkurzacz ręczny nagle staną się zbędne. Robot ma przejąć coraz większą część regularnego sprzątania i samodzielnie radzić sobie z sytuacjami, które wcześniej wymagały interwencji człowieka.

Jak będzie wyglądać kolejna generacja robotów sprzątających po 2026 roku?

IFA 2026 wskazuje trzy szczególnie wyraźne kierunki: większą mobilność, aktywne przygotowywanie zabrudzenia przed mopowaniem oraz rozpoznawanie tego, co rzeczywiście znajduje się na podłodze. Wysuwane elementy podwozia pozwalają przekraczać coraz wyższe progi, para i podgrzewana mgiełka mają zmiękczać zaschnięte plamy, a kamery decydują, czy należy użyć odkurzacza, mopa czy obu systemów. Jednocześnie coraz większą rolę odgrywa ciągłe mycie samego mopa. Zamiast przejeżdżać po całym mieszkaniu zabrudzoną nakładką, robot ma na bieżąco oddzielać czystą i brudną wodę. To fundamentalna zmiana w konstrukcji, ponieważ urządzenie zaczyna przypominać miniaturową automatyczną maszynę czyszczącą znaną z obiektów komercyjnych.

Najważniejszą cechą następnej generacji może jednak okazać się nie żadna pojedyncza innowacja, ale zdolność łączenia ich bez udziału użytkownika. Idealny robot powinien zobaczyć rozlaną kawę, ominąć ją szczotką odkurzającą, przygotować zabrudzenie wodą lub parą, wykonać dokładniejszy przejazd rolką, sprawdzić efekt i w razie potrzeby powtórzyć sprzątanie. Następnie powinien pokonać wysoki próg, przejść do kolejnego pokoju i automatycznie zmienić ustawienia po wjechaniu na dywan. Właśnie w tym kierunku zmierza branża. Kolejne tysiące paskali mocy ssania nadal dobrze wyglądają w reklamach, ale prawdziwą różnicę zaczynają tworzyć mobilność, rozpoznawanie otoczenia oraz zdolność samodzielnego reagowania na konkretny rodzaj bałaganu.